Siedziałam na swoim miejscu. Profesor prowadził wykład. Co jakiś czas notowałam wybrane informacje do mojego zeszytu w kropki. Miałam na sobie bladoróżową koszulę włożoną do rozkloszowanej szarej spódnicy i jasno różowe niskie koturny. Rozpuszczone ciemne włosy opadały mi na plecy. Nie miałam ochoty tu siedzieć. Do pomieszczenia wpadały promienie słońca. Chciałam już zakończyć mój pierwszy dzień studiów. Zwłaszcza, że był to piątek, a według regulaminu z którym się zapoznałam soboty i niedziele będą dniami wolnymi. Ponownie zanotowałam kilka zdań w swoim zeszyciku. Rozejrzałam się po sali. 2/3 osób miało widocznego mocnego kaca. Ohh.. współczuję, ale nikt nie kazał im wczoraj tak ostro imprezować. Ponownie zanotowałam kilka zdań. Tak mijały kolejne minuty. Nagle usłyszałam wyczekiwane przeze mnie słowa profesora Henders'a
- Jest 12:15, a więc koniec mojego wykładu. Następny rozpocznie się za 45 minut. Macie czas wolny. - powiedział zmęczony głosem i napił się łyk kawy.
*
Wszyscy wstali w tym samym momencie i wręcz rzucili się do wyjścia
No cóż.. to są dorośli ludzie. Boję się jakie było ich zachowanie kiedy byli młodsi.
Ja również po chwili wstałam, chwyciłam swoją białą torbę i ruszyłam wolnym krokiem do wyjścia. Wszyscy już wybiegli na dziedziniec i siedzieli na trawie, pod drzewami lub na schodach. Tak bardzo typowe. Poczułam ochotę na coś słodkiego. Zaczęłam się zastanawiać czy w okolicy nie ma jakiegoś sklepu lub cukierni. Wyszłam z terenu uczelni i ruszyłam ulicą. Poszukiwałam wzrokiem jakiegokolwiek sklepu.
- Aha! - wykrzyknęłam kiedy mój wzrok trafił na budynek z napisem 'Candy' - To musi być cukiernia - powiedziałam do siebie
Ruszyłam nieco szybszym krokiem. Doskwierał mi 'cukrowy głód'. W końcu stanęłam przed drzwiami cukierni i je lekko pchnęłam. Usłyszałam dźwięk dzwonków. Przy ladzie stało dwóch chłopaków. Jeden z nich był wysokim brunetem z zielonymi oczami, a drugi - nieco niższy od pierwszego - był blondynem z błękitnymi oczami. Brunet powiedział coś do blondyna i ruszył na zaplecze sklepu.Chciałam zamknąć za sobą drzwi jak najciszej.. niestety puściłam je zbyt szybko i dzwonki donośnie zadzwoniły. W tamtym momencie wzrok blondyna skierował się na mnie.
- Omm.. Dzień dobry - powiedział nieśmiało się uśmiechając
- Dzień dobry - odparłam odwzajemniając uśmiech
Podeszłam bliżej lady
- Chciałabyś coś kupić? - zapytał uprzejmie blondyn, i na chwilę się zatrzymał - Jezu! Gdzie moje maniery! - wykrzyknął, a po chwili dodał - Jestem Niall, a ty? - wyciągnął dłoń w moją stronę
- Lily - odparłam zaskoczona i uścisnęłam jego dłoń
- No więc Lily. Czy chciałabyś coś kupić? - zapytał ponownie Niall
Spojrzałam na półki. Znajdowały się tam różne rodzaje ciast, ciasteczek, babeczek, wafelków i tym podobnych
- Nie wiem co wybrać - odparłam zawstydzona
Niall spojrzał się na mnie i ponownie uśmiechnął. Na chwilę się obrócił. Podszedł do półki z babeczkami i chwycił czekoladową z różową polewą oraz ozdobioną gwiazdeczkami. Wrócił do lady.
- Myślę, że to właściwa słodycz dla tak pięknej dziewczyny jak ty Lily - powiedział podając mi w dłonie babeczkę. Pierwszy komplement w życiu.
- Ohh.. - zarumieniłam się
Spojrzałam na babeczkę. Była urocza. Uwielbiałam gwiazdki i czekoladę... skąd on to wiedział? Uśmiechnęłam się.
- Podoba się? - spytał słodko blondyn
- Jest śliczna! - odparłam
- Ty też - powiedział cicho Niall
W końcu podniosłam głowę i przestałam podziwiać babeczkę. Spojrzałam na Nialla... Czy on powiedział mi już drugi komplement? Zarumieniłam się. Nagle spostrzegłam zegarek za głową blondyna. Była 12:50.
- Niall, przepraszam ale ja już muszę iść! - wykrzyknęłam
Blondyn spojrzał zaskoczony na mnie a ja ruszyłam w kierunku drzwi. W pewnej chwili zrozumiałam że jeszcze nie zapłaciłam. Stanęłam i obróciłam się w stronę lady.
- Prawie zapomniałam! Ile płace? - spytałam zawstydzona
- Nic, taki drobny prezent - powiedział z uśmiechem Niall
- Na pewno? - spytałam zaskoczona
- Tak - odparł blondyn
Ponownie ruszyłam w kierunku drzwi. Kiedy już je otwierałam usłyszałam za sobą głos blondyna
- Wpadnij tu jeszcze kiedyś
Obróciłam głowę i leciutko kiwnęłam głową.
*
Włożyłam babeczkę do torby. Ruszyłam szybkim krokiem na uczelnię. Był to ogromny budynek w którym można było się z łatwością zgubić. W środku znajdowało się wiele sal wykładowych, potężna biblioteka i inne pomieszczenia. Przy wyjściu umieszczone były szerokie schody na których przesiadywało sporo studentów podczas przerw. Na placu przed budynkiem umieszczone były ławeczki. Dalej poprowadzona była ścieżka do bramy przez którą właśnie przechodziłam. Po obu stronach rosły drzewa pod którymi również siedzieli uczniowie. Zauważyłam nawet całującą się parę. Odwróciłam głowę. Nigdy się nie całowałam ani nie miałam chłopaka. Nie miałam też znajomych bo cały czas siedziałam w domu ucząc się. Przyjaciółki zastępowała mi moja starsza o rok siostra - Laura - która niestety rok temu wyjechała na studia humanistyczne do Stanów zostawiając mnie samą.
Przez moje zamyślenie nie zauważyłam że dotarłam już do sali w której odbywał się wykład profesor Collins. Wybrałam sobie miejsce mniej więcej w połowie wysokości. Odłożyłam swoją torbę i usiadłam. Wyjęłam różowy zeszyt oraz czarne pióro i położyłam je przed sobą. Większość uczniów siedziała już na swoich miejscach kiedy do sali weszła młoda kobieta, około 30 lat z włosami związanymi w kok, ubrana w czarną ołówkową spódnice do kolan, czarne szpilki i bladą beżową koszulę. Przyciągnęła uwagę większości osobników płci męskiej na sali. Zaczęła wykład na temat anatomii człowieka, konkretnie dzisiaj przerabialiśmy dokładną budowę żołądka. Poinformowała nas że już niedługo odbędziemy praktyczne zajęcia na ten temat. Przez głowę przemknął mi widok ludzkiej wątroby. Brr... Odpędziłam od siebie tą myśl i skupiłam się ponownie na wykładzie. Mijały minuty. Spojrzałam na zegarek umieszczony z tyłu sali. 16:00. Czyli jeszcze tylko 30 minut i koniec pierwszego dnia! Uśmiechnęłam się zadowolona.
- Z tego wykładu za tydzień egzamin - powiedziała ostrym tonem pani profesor, przez co cała sala spochmurniała. Łącznie ze mną. Przecież dzisiaj był dopiero pierwszy dzień! Rozumiem, że to studia ale jak dla mnie to lekka przesada.
*
W końcu wykład się skończył. Wstałam i odetchnęłam zadowolona. Poprawiłam swoje włosy i wyszłam z sali, a następnie uniwersytetu i ruszyłam w kierunku parku. Miałam ochotę pospacerować wśród zieleni. Zaburczało mi w brzuchu. Faktycznie! Nie jadłam nic od 8 rano! Przypomniało mi się, że w torbie mam babeczkę. Szybko ją wyjęłam i ugryzłam kawałek. Była nadziana kremem waniliowym. Prawda.. to była właściwa słodycz uśmiechnęłam się do siebie i przekroczyłam bramę parku.
*
Szłam lekko podskakując po ścieżce. Wiał lekki wiatr. Pogoda była idealna mimo, że była już jesień czułam jeszcze nutkę lata. Nie zauważyłam nawet, że już skończyłam swój smakołyk. Byłam wciąż głodna ale już nie tak bardzo jak wcześniej. Pomyślałam aby zawrócić więc obróciłam się na pięcie i zderzyłam z kimś.
- Auć - zajęczałam
Spojrzałam w górę. Wpatrywał się we mnie blondyn z cukierni. Tak - Niall. Zarumienił się.
- Przepraszam - powiedział szybko
- Nic się nie stało - zaśmiałam się
- Babeczka smakowała? - spytał się uśmiechając coraz szerzej
- Tak.. była pyszna - odparłam, a po chwili zaburczało mi w brzuchu. Zrobiłam się czerwona na twarzy - wiedziałam to
- Niech zgadnę.. panienka jest wciąż głodna? - zapytał
Kiwnęłam głową
- Czy panienka Lily pozwoli, że zabiorę ją na kolację? - spytał się z szerokim uśmiechem
- Oczywiście - odparłam rumieniąc się coraz bardziej
*
Szliśmy powoli obok siebie. Niall prowadził mnie znaną tylko mu drogą. W końcu dotarliśmy przed budynek z napisem 'Pancake' zaśmiałam się przez co zwróciłam na siebie uwagę blondyna. Spojrzał się na mnie ze zdziwieniem.
- Będziemy jedli naleśniki? - spytałam się wyprzedzając jego pytanie
- Jeśli zechcesz - odparł śmiejąc się
- Z chęcią - powiedziałam
Niall uchylił przede mną drzwi i wpuścił mnie jako pierwszą. Wszedł za mną i zamknął delikatnie drzwi. Wszystko było w beżach. Ściany, stoliki... przy oknach umocowane były białe zasłony.
- Jejciu - wyszeptałam
- Podoba ci się takie miejsce? - spytał patrzac się prosto na mnie
- Tak... - odparłam - skąd wiedziałeś że mi się tu spodoba?
- Wyglądasz jak słodka panienka z lat 50/60 - zaśmiał się - takie miejsce idealnie do ciebie pasuje
Nie wiedziałam czy uznać to za komplement więc nie odpowiedziałam tylko dałam się odprowadzić blondynowi do wybranego stolika. Odsunął przede mną krzesło i poprosił żebym usiadła. Następnie sam zajął miejsce po drugiej stronie stolika. Podał mi menu i wziął jedno dla siebie. Zerknęłam na nie i zaczęłam zastanawiać się co zamówić. Rzeczywiście można tu było zamówić w większości różnego rodzaju naleśniki, ale i desery oraz wiele kaw i herbat. Uśmiechnęłam się lekko. Skąd ten chłopak wiedział co lubię? Usłyszałam obok siebie tupot czyjejś stopy. Uniosłam głowę. Przy naszym stoliku stał kelner. Miał brązowe włosy i niebieskie oczy. Obdarzył nas idealnym uśmiechem.
- Czy mogę już przyjąć zamówienie? - spytał się, miał przyjemny melodyjny głos
Blondyn spojrzał się na mnie pytająco. Kiwnęłam głową na znak, że jestem gotowa złożyć zamówienie.
- Panie pierwsze - powiedział brunet
- No więc.. Poproszę naleśniki z dżemem brzoskwiniowym i 2 gałkami lodów czekoladowych oraz zwykłą kawę. - odparłam
Brunet wszystko zanotował, a po chwili spojrzał się na Niall'a
- Hmm.. Louis mógłbym prosić o naleśniki z dżemem truskawkowym i bitą śmietaną, a do tego również zwykłą kawę tak jak Lily? - skinął w moim kierunku i serdecznie się uśmiechnął
- Jasne! Za kilka minut dostaniecie swoje zamówienie - powiedział i odszedł
Więc ten chłopak miał na imię Louis? Urocze imię. Zaśmiałam się cicho. Poczułam na sobie spojrzenie Niall'a. Odwróciłam głowę w jego stronę. Przyglądał mi się z zaciekawieniem.
- Hmm.. Lily? - powiedział pytającym tonem
- Tak? - spytałam się
- Jak się nazywasz? - powiedział delikatnie
- Lily Brown, a ty? - powiedziałam
- Niall Horan - odparł uśmiechając się - Co cię przywiało do Newcastle? I właściwie to skąd jesteś? - zaczął się dopytywać
- Pochodzę z Luton. Udało mi się dostać na tutejszy uniwersytet. Od dzisiaj tu studiuję na wydziale medycyny - odparłam
- Wow! To jedna z najlepszych szkół w Zjednoczonym Królestwie! Gratuluję! I do tego jeszcze tak trudny kierunek! - powiedział patrząc się na mnie z podziwem
- A ty tu mieszkasz od zawsze czy.. - zaczęłam zdanie
- Przyjechałem tu rok temu z Irlandii za namową kolegi na wakacje alby pozwiedzać miasto.. I zostałem - przerwał - Pracuję w tutejszej cukierni i kształce się na cukiernika - dokończył
- To uroczy zawód - odparłam wpatrzona w chłopaka
- I bardzo przydatny - powiedział - dzięki niemu można poznać tak ciekawe osoby jak ty Lily
Uśmiechał się coraz szerzej. Za to ja byłam coraz bardziej czerwona.
W końcu usłyszałam obok siebie szuranie butów Louis'a. Postawił przed nami nasze zamówienia i odszedł życząc smacznego.
Chwyciłam nóż oraz widelec i zaczęłam zajadać swojego naleśnika co jakiś czas popijając kawę. Spojrzałam w górę. Oczy blondyna były utkwione we mnie i skanowały każdą część mojego ciała. Posłałam chłopakowi zdziwione spojrzenie pod którego wpływem zdjął swój wzrok ze mnie i zaczął jeść swój posiłek.
*
Kiedy skończyliśmy jeść podszedł do nas Louis z rachunkiem za który mimo moich sprzeciwów Niall zapłacił w całości. Jaki normalny chłopak płaci za prawie całkowicie obcą dziewczynę na pierwszym spotkaniu? Przecież taki gatunek już chyba wyginął. Zaczęłam się nad tym zastanawiać.
Niestety moje rozmyślenia przerwał głos blondyna proponujący, że odprowadzi mnie do akademika. Zgodziłam się. Oboje wstaliśmy z krzeseł. Niall pożegnał się z Louis'em szybkim 'Cześć'. Ja tylko kiwnęłam głową i wyszliśmy przed budynek. Zauważyłam, że słońce już prawie całkowicie zaszło i zrobiło się ciemno. Poczułam się niepewnie idąc pustym parkiem z prawie kompletnie obcym chłopakiem. Dodatkowo było coraz zimniej więc zaczęłam się trząść. Niall zauważył to. Zdjął z siebie swoją skórzaną kurtkę i nałożył ją na moje plecy. Trochę obawiałam się o chłopaka bo pod kurtką miał tylko lekką białą koszulę.
- Nie martw się, nie zmarznę - powiedział i po chwili przyglądania się mi dodał - Nic ci nie zrobię
Byłam zaskoczona. Skąd on znał wszystkie moje uczucia?
*
Szliśmy milcząc. Jednak nie była to krępująca cisza. W końcu dotarliśmy pod bramę mojego akademika.
- Wpadniesz jutro do mnie do cukierni? - spytał się z nadzieją w głosie
- Umm.. Mam wolne więc czemu nie - odpowiedziałam
Blondyn uśmiechnął się szeroko.
- Na mnie już czas! Dobranoc - powiedział, pocałował mnie w policzek i odszedł zostawiając zaskoczoną.
-------------------------------
No cóż.. Jest już pierwszy rozdział!
Mam nadzieję, że wam się podoba :)
A teraz ogłoszenia parafialne:
1. Rozdziały będą pojawiały się raz w tygodniu w weekend
2. W zakładce informowani możecie wpisywać swoje username z tt/e-maile
3. Zapraszam do komentowania i wyrażania swoich opini
Kocham was xx
Do następnego rozdziału c:
Bardzo ciekawe. Piszesz lekko, co jest ogromnym plusem. Szczerze zazdroszczę Ci tego, dopatrzyłam się paru potknięć jednak nie będę wymieniać ( u mnie zliczyłabyś nie skończoną ilość). Ach...gdyby istnieli tacy chłopcy jak Niall...może porostu jeszcze takiego ie poznałam. Heh...albo rzeczywiście wyginęli a Niall jest ostatni! Można tylko zazdrościć Lily ;)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie, również pisze opowiadania ;)
http://pill-of-love.blogspot.com/
Uuu! Interesujące. Niecierpliwie czekam na next C: Niedługo może i ja zacznę coś pisać.
OdpowiedzUsuń