sobota, 19 kwietnia 2014
Rozdział III - Miłość i niespodzianka
Tak wiem... jestem leniem ahahh
Zapraszam do czytania :)
*
- Czy zostaniesz... moją przyjaciółką? - spytał się chłopak uśmiechając się
- Oh.. oczywiście, nawet nie musiałeś pytać - zaśmiałam się
Zauważyłam, że chłopak był rozdarty jakby chciał się spytać o coś jeszcze ale zmienił zdanie. Uśmiechnęłam się zachęcająco. Niall odpowiedział uśmiechem i opuścił głowę wpatrując się w swoje kolana. Poczułam się nieswojo.
- Niall.. może ja już pójdę? - spytałam lekko się uśmiechając
Chłopak spojrzał na mnie.
- Mogę cię odprowadzić? - spytał z nadzieją
- Oczywiście - powiedziałam zeskakując z lady
Niall jakby się ożywił i podążając za mną podszedł do drzwi i je otworzył. W progu krzyknął do Harry'ego, że zostawia go samego w cukierni i wyszedł na zewnątrz. Objął mnie ramieniem. Spojrzałam na niego zaskoczona. Chłopak speszył się i zabrał swoją rękę z mojej tali. Wsadził dłonie do kieszeni swoich spodni i szedł milcząc obok mnie. W końcu stanęliśmy pod bramą akademika. Obróciłam się w stronę chłopaka i szybko pocałowałam go w policzek po czym odeszłam machając ręką. Wchodząc do budynku ostatnim co zobaczyłam był jego uśmiech.
*
około 2 miesiące później
*
A więc.. przyszła zima. Aktualnie była połowa grudnia. Za oknami padał piękny śnieżnobiały puch. Ja i Niall byliśmy dobrymi przyjaciółmi, widywaliśmy się prawie codziennie. Jednego dnia ja przychodziłam do niego do cukierni, kiedy indziej on stał pod bramą akademika czekając na mnie. Z moją współlokatorką byłam w równie dobrych kontaktach. Często wychodziłyśmy razem na zakupy, robiłyśmy razem projekty... stałyśmy się dla siebie jak siostry. Uśmiechnęłam się do siebie.W tej chwili siedziałam na zajęciach i rozmyślałam o wszystkim co stało się od początku roku szkolnego. Myślałam też o tym jak dawno nie widziałam się z moją prawdziwą siostrą.. po prostu tęskniłam. Czekałam z utęsknieniem na koniec wykładu. Niedawno zaczęto nas przygotowywać do sesji na koniec semestru. Byłam wykończona. To całe gówno miało zacząć się już za 2 miesiące, a ja co prawda uczyłam się systematycznie ale już zaczynałam denerwować i tu właśnie ludzi z mojego akademika i studiów wpadli na najgłupszy pomysł.. Postanowili urządzić zabawę! Tak! Zabawę! Aby się odstresować, napić i nie wiadomo co jeszcze. Zgadnijcie kiedy miało się do odbyć? Już za 2 dni. Oczywiście wszyscy byli podekscytowani. Wynajęto klub i chcąc nie chcąc musiałam się na to złożyć. Amy tak jak ja nie miała z kim iść więc będąc singielkami postanowiłyśmy się tam udać razem. Dzisiaj miałam w planach iść na zakupy w których towarzyszyć mi będzie właśnie Amy i Niall. Spojrzałam w kierunku brunetki, siedziała wpatrzona w tego bruneta na którego wpadła na początku roku. Boże.. nieszczęśliwie zakochana. Jak on miał na imię? Zayn? Chyba tak. Wyjątkowe i ciekawe. Chłopak wydawał się olewać cały świat, wszędzie był sam mimo, że całkiem sporo dziewczyn posyłało mu zachęcające spojrzenia on pozostawał nie wzruszony. Zanotowałam kilka słów wykładowcy w zeszycie. W końcu Amy odwróciła wzrok i skupiła się na wykładzie. W tej chwili zanotowałam coś zaskakującego. Zayn spojrzał się na nią i lekko uśmiechnął. Czyli.. Czy to była nieszczęśliwa miłość z obu stron? Wpadłam na pomysł żeby działać najwyżej na zabawę pójdę sama. Uśmiechnęłam się. Musiałam mój plan wcielić w życie.
*
Wykład się skończył wszyscy powoli opuszczali salę. Zayn wciąż siedział na swoim miejscu i zbierał notatki do torby. Szybko do niego podbiegłam.
- Hej! Masz na imię Zayn, prawda? Więc czy nie chciał byś iść z moją koleżanką na zabawę? Widzę, że na siebie patrzycie, to co? Zgodzisz się? - Zasypałam bruneta pytaniami z szybkością światła
Przez chwile patrzał się na mnie zaskoczony. A po chwili wypuścił powietrze i zamknął oczy.
- Myślę, że ona raczej mnie...
- Co ty mówisz? Proszę zaufaj mi! Ona tam stoi! Podejdź do niej! - przerwałam mu
Spojrzeliśmy oboje w kierunku Amy. Brunetka rozglądała się nie pewnie w poszukiwaniu najpewniej mnie.
- To co? - spytałam
- Hmm.. dobrze, ale jeśli się nie zgodzi to..
- Tak, to będzie moja wina! A teraz idź! - ponownie przerwałam Zayn'owi
Brunet w końcu wstał i ruszył w kierunku mojej przyjaciółki. Ta zrobiła zaskoczoną minę, a ja wyszłam z sali uśmiechając się do pary która w tej chwili ze sobą rozmawiała.
Poczułam się lepiej bo tak jakby pomogłam ich miłości.. szkoda, że mi nikt nigdy tak nie pomoże.
Wyszłam na dziedziniec i zszokowana otworzyłam usta widząc pewną osobę.
*
HELOOOOOOO
JAK SIĘ PODOBAŁO?? WSTAWIŁAM SPECJALNIE NA ŚWIĘTA (:
sobota, 5 kwietnia 2014
Rozdział II - Czy chciałabyś..?
Zapraszam do czytania
*
Wyszłam z łazienki w samej bieliźnie nucąc pod nosem. Wyjęłam z szafki czarną kloszowaną spódnice do kolan, białą koszulę, różowy sweterek oraz czarne koturny z kokardką. Westchnęłam. Zdjęłam z półki kilka kosmetyków i wróciłam do łazienki. Ubrałam się w przygotowane ubrania. Stanęłam przed lustrem. Zaczęłam zaplatać warkocz na prawą stronę. Przyjrzałam się sobie. Nigdy nie uważałam siebie za brzydką. Wręcz przeciwnie. Lubiłam siebie. Wiele osób mi tego zazdrościło. Nawet kiedy będąc młodsza byłam wyśmiewana wciąż uważałam siebie za nie najgorszą. To chyba dobrze, co nie? Nałożyłam lekki makijaż na twarz, poprawiłam jeszcze raz usta kremowym błyszczykiem i wyszłam z łazienki. Zauważyłam, że moja współlokatorka się już przebudziła. Była to brunetka z miłą twarzą i błękitnymi oczami. Zdawała być się nie najgorszą sąsiadką. Zerknęłam na zegarek. Była 7:30.
- Czemu mnie obudziłaś? - powiedziała oskarżycielskim tonem brunetka patrząc na zegarek
- Nie obudziłam cię, sama się obudziłaś - odparłam
- Ale światło... - zaczęła
- Za światło możesz winić słońce nie mnie - mrugnęłam do niej
- No dobrze.. skoro już wstałam.. - powiedziała powoli przeciągając się - to jak masz na imię? - spytała stojąc już wyprostowana obok mnie
- Lily - odparłam uśmiechając się
- Jak słodko! Ja jestem Amy - wyciągnęła rękę, uścisnęłam ją
- Fajne imię - powiedziałam
- Ugh.. niezbyt je lubię - powiedziała z naburmuszoną miną brunetka przez co musiałam się zaśmiać
- Jest ładne, wprost perfekcyjne! - wykrzyknęłam
- Omm.. no to dziękuję - odparła zadowolona Amy - Łazienka już wolna? - spytała po chwili
- Tak - odparłam - możesz wejść - dodałam
Amy wyjęła to co potrzebne z szafek i ruszyła szybko do łazienki.
Wydawała się być zwykłą pogodną dziewczyną. Nawet miłą. Uśmiechnęłam się. Przypominała.. przypominała mi moją siostrę. Oby dwie były brunetkami jednak moja siostra miała brązowe oczy, a Amy błękitne. Oby dwie były bardzo pogodne. Przysiadłam na krześle obok biurka. Poprawiłam włosy. Byłam poddenerwowana. Zgadnijcie dlaczego? Otóż.. Wczoraj Niall poprosił mnie żebym do niego znowu wpadła, więc stwierdziłam że przyjdę jak wczoraj około 12. Byłam bardzo ciekawa tego spotkania, chciałam dowiedzieć się więcej o blondynie. Miał miły uśmiech i chyba był godny zaufania.
*
Z moich rozmyślań o chłopaku wyrwała mnie Amy potrząsając moje ramię. Była ubrana w szary sweter, zwykłe dżinsy i trampki.
- Idziesz coś zjeść? - spytała
- Gdzie?
- Do McDonalda - powiedziała Amy
- Hmm.. - zamyśliłam się - czemu nie, jestem głodna i zjem nawet fastfood
Tak nie przepadałam za McDonaldem, czy KFC ale tak dawno nie byłam w tego typu miejcu, że z chęcią coś tam zjem.
- To super! - wykrzyknęła brunetka i ruszyła w stronę drzwi
Po chwili również wstałam, chwyciłam telefon oraz portfel i włożyłam je do kieszeni moich spodni. Ruszyłam za Amy która stała w progu lekko się niecierpliwiąc. Zeszłyśmy po schodach na parter gdzie Amy wpadła przez swoją nieuwagę na chłopaka. Brunet, brązowe oczy, nawet wysoki. Widziałam go wczoraj na wykładach. Chwała Bogu żadne z nich się nie przewróciło więc nie musiałam odkładać swojej wizyty w McDonaldzie i zaspokojenia głodu na później. Szarpnięłam za rękaw Amy i wyprowadziłam ją na zewnątrz budynku.
- To w którą stronę idziemy? - spytałam
Brunetka zachowywała się jakby ktoś na nią rzucił zaklęcie bądź miała bliskie spotkanie z meduzą - oczywiście tą z greckiej mitologii. Pstryknełam palcami przed jej twarzą. W końcu ożyła i zaczęła prowadzić mnie do McDonalda. Nadal miała nieobecny wzrok.
*
Weszłyśmy do fastfooda. Amy wyglądała już na całkowicie żywą co mnie bardzo ucieszyło. Podeszłyśmy do lady. Bez zastanowienia zamówiłam tosty z jajkiem, muffinke i kawę. Amy ponowiła moje zamówienie. Po kilku minutach odebrałyśmy nasze śniadanie i udałyśmy się z nim do jednego ze stolików. Byłam tak pochłonięta spożywaniem mojego tosta, że nie zauważyłam, że Amy ponownie odpływa.
- Amy? Amy?? Amy! - zaczęłam ją budzić
- Tak? - powiedziała jakby ktoś wyrwał ją ze snu
- Jesz, czy nie? - spytałam
- A tak... Już jem - powiedziała chwytając w rękę tosta
Przez reszte naszego jakże "zdrowego" śniadania rozmawiałyśmy między innymi na temat 'jak dobra jest ta muffinka'. Nie wspomniałyśmy ani razu o chłopaku.
*
Wróciłyśmy już do akademika. Amy zamiast nieprzytomnie leżeć wyszła na korytarz i pukała do pokoi próbując poznać ludzi. Bynajmniej taki miała zamiar. Ja natomiast zerkałam niecierpliwie na zegarek i bawiłam się moim telefonem grając w pacmana. Zerknęłam ponownie na zegarek. Tak! Jest już wpół do dwunastej. Mogłam wyjść! Ucieszyłam się. Szybko wstałam z łóżka i wybiegłam z pokoju. Rękawy zarówno sweterka jak i koszuli miałam podwiniete do łokci ze względu na temperaturę która na prawdę wyjątkowo jak na tą porę roku była wysoka. Włosy miałam spięte w warkocz przerzucony na prawą stronę. Całości dopełniał mój wielki uśmiech z którym szłam w kierunku cukierni.
*
Weszłam uśmiechnięta do budynku. Dzwoneczki w drzwiach donośnie zadzwoniły. Przy ladzie stał wyłącznie brunet z którym Niall wczoraj pracował. Zaniepokoiłam się. Co jeśli Niall miał dzisiaj swoją zmianę wcześniej? Mimo tego podeszłam do lady z uśmiechem.
- Dzień dobry - powiedział brunet
- Dzień dobry - odpowiedziałam
- Chcesz coś kupić?- spytał się chłopak
- Właściwie to przyszłam tutaj do Nialla, czy może wiesz gdzie może teraz być? - powiedziałam szybko
- Aa.. - powiedział brunet - Niall coś mi o tobie mówił - odparł z uśmiechem
- Na prawdę? - spytałam zaskoczona
- Masz na imię Lily? - zadał mi pytanie które było odpowiedzią na moje
- Tak - odparłam zadowolona
- Ja jestem Harry - powiedział - I tak, Niall mówił na pewno o tobie
- A wracając do mojego wcześniejszego pytania.. Gdzie on jest? - spytałam zaciekawiona
- Na zapleczu - odparł Harry
- Mogę tam iść? - spojrzałam się pytająco na chłopaka
- Raczej tak - powiedział i wskazał mi dłonią drzwi
Podeszłam do nich cicho i bezgłośnie je uchyliłam. Niall był zajęty dekorowaniem ciasta. Robił to precyzyjnie. Uśmiechnęłam się. Weszłam do środka i stanęłam bujając się na piętach za chłopakiem. Nie usłyszał ani nie zauważył mnie. Ujrzałam kształtujące się na torcie moje imię z cukrowych różyczek. Jaki chłopak robi takie coś dla nowo poznanej dziewczyny? Na pewno nie do końca normalny. Zaśmiałam się cicho. Niall obrócił się zaskoczony i omal nie upadł. Miał wręcz przerażony wyraz twarzy. W tej chwili śmiałam się tak głośno jak jeszcze nigdy. Wręcz dusiłam się ze śmiechu. Czułam jak na moich policzkach powstają rumieńce i dołeczki. W pewnej chwili usłyszałam śmiech blondyna. Śmiał się głośniej ode mnie.
- Co ty tu - przerwał śmiejąc się - robisz?
- Kazałeś mi przyjść więc jestem - wciąż się śmiałam
W pewnej chwili do pomieszczenia wpadł Harry i obsypał nas mąką. Nie wiem co ta czynność miała na celu ale wywołała u mnie chęć zabicia bruneta. Kiedy już ruszałam w jego kierunku ten zaczął biec. Pobiegłam za nim. Śmialiśmy się. Zachowywałam się jak dziecko ale cieszyło mnie to. Kiedy byłam już blisko schwytania Harry'ego poczułam jak oplatają mnie w talii ramiona Niall'a i podnoszą do góry moją drobną sylwetkę. Cicho pisnęłam. Wszyscy się zatrzymaliśmy. Niall postawił mnie. Rozejrzeliśmy się.
- Jezu jaki tu chlew - powiedział łapiąc się za głowę Harry.
- Ty go narobiłeś obrzucając mnie mąką - powiedziałam
- I mnie - dodał Niall uśmiechając się
- Hmm... Może posprzątamy? Gdzie są miotły? - spytałam się
- W schowku - powiedział Harry i ruszył na zaplecze
*
Po kilku minutach z drzwi wyłonił się Harry z trzema miotłami. Podał po jednej mi i Niall'owi
- Ja sprzątam tyły a wy tutaj - powiedział nie dając nam wyboru i ruszył w kierunku z którego przyszedł.
- Um.. To jak? Ty na lewo ja na prawo? - spojrzałam na blondyna
- Dobrze - uśmiechnął się
Nie umiałam dobrze zamiatać, prawie nigdy nie sprzątałam w domu. Niall szybko to zauważył.
- Lily może ja tu zamiotę? - spytał
- Umm - zarumieniłam się - dobrze
- Usiądź za ladą, lub na ladzie. Jak wolisz - powiedział wracając do zamiatania
*
Wybrałam drugą opcje. Obserwowałam jak blondyn zamiatał pomieszczenie. Najpierw podwinął rękawy swojej koszuli, a następnie wziął się do roboty. A właśnie... Był ubrany w czarne rurki i zwykłą biały t-shirt na który miał zarzuconą granatową koszulę w kratę. Wyglądało to na przypadkowy zestaw ale bardzo mi się podobał. Uśmiechnęłam się dokładnie w tym momencie w którym blondyn spojrzał się w moim kierunku.
- O co właściwie chodziło z tym ciastem? - spytałam
- Lubię być miły, a zauważyłem, że lubisz słodycze - uśmiechnął się lekko rumieniąc
- A kto by nie lubił słodyczy? - spytałam śmiejąc się
Chłopak wzruszył ramionami, zaśmiał się i wrócił do zamiatania. Na prawdę zrobił to ciasto tylko dla tego, że chciał być miły? No cóż, wszystko jest możliwe. Zaburczało mi w brzuchu. No właśnie gdzie jest to ciasto? Postanowiłam na razie o to nie pytać i czekałam aż Niall skończy zamiatać. Poszło mu to naprawdę szybko. Już po chwili nie było ani śladu mąki na podłodze. Chłopak ruszył odnieść miotłę na zaplecze. Nie wracał kilkanaście minut.
- Lily! - w końcu mnie zawołał
- Tak? - spytałam się głośno
- Chodź tu! - powiedział
Zeskoczyłam z lady i ruszyłam na zaplecze. W progu stał Niall z stosikiem ubrań w ręce.
- Chciała byś się może przebrać? - zapytał się
- Jasne! Skąd masz te ubrania? - spojrzałam zaskoczona na chłopaka
- Na zapleczu znajdziesz wszystko - zaśmiał się - tam jest łazienka - wskazał mi odpowiednie drzwi
Odebrałam ubrania od chłopaka i ruszyłam do toalety. Weszłam do niej i rozłożyłam ubrania na stoliczku. Jak na tak małą cukiernie łazienkę mieli wręcz ekskluzywną. Przyjrzałam się strojowi który wybrał chłopak. Była to błękitna spódnica do kolan i czarna bokserka. Czyli jednak chłopak ma gust. Ubrałam się w strój. Przyjrzałam się sobie w lusterku. Coś mi nie grało. Ubrania wyglądały na całkowicie nowe i nigdy nie noszone. Postanowiłam jeszcze rozczesać włosy i wytrzepać z nich chociaż trochę mąki. Po chwili wyszłam z łazienki.
- Niall, powiedz mi prawdę, skąd masz te ubrania? - spytałam poważnym tonem stojąc na przeciwko chłopaka
- Emm.. Poprosiłem Harry'ego aby przywiózł jakieś ubrania swojej siostry Gemmy - odparł zrezygnowany
- Zrobił to tak szybko? - spytałam zaskoczona
- Mieszka całkiem blisko, jeździ dobrze na rowerze.. jak widzisz zdążył - odparł Niall uśmiechając się
Wciąż stał w progu zaplecza. Jakby coś ukrywał.
- Może usiądziesz - powiedział z nutką niecierpliwości w głosie
- Ohh... dobrze - ruszyłam w stronę stołów i usiadłam na krześle przy jednym z nich. Założyłam nogę na nogę i zaczęłam oglądać swoje paznokcie jakby były najciekawszą rzeczą w całym pomieszczeniu.
*
Po chwili usłyszałam czyjeś kroki. Uniosłam głowę w górę i otworzyłam buzię z zachwytu.
- Jezu jakie to ciasto jest wielkie! - wykrzyknęłam wyolbrzymiając fakty
Chłopak zaśmiał się głośno i postawił je przede mną na stoliki. Klasnęłam.
- Wiesz, że zupełnie o nim zapomniałam? - powiedziałam uśmiechając się
- Trudno mi w to uwierzyć - zaśmiał się Niall - chcesz kawałek? - spytał się
- Jeszcze się pytasz? - spojrzałam na niego zdziwiona
- Tak nakazuje kultura - odparł chłopak i zaczął kroić ciasto
Był to okrągły biszkopt, nadziany kremem oraz ozdobiony perełkami i moim imieniem ułożonym z różyczek. Chłopak podał mi jeden kawałek życząc smacznego i zaczął obserwować jak jem ciasto. Wywołało to ogromne rumieńce na moich policzkach. Mimo tego zjadłam swój kawałek bardzo szybko. Od razu zostałam zasypana lawiną pytań na temat czy ciasto smakowało, czy nie było za suche etc. Na każde pytanie wybuchałam śmiechem i odpowiadałam, że wszystko było perfekcyjne. Po pewnym czasie zabrakło mu pomysłów i zamilkł. W tym czasie wpatrywał się w pustą przestrzeń jakby rozmyślając. W końcu jednak chłopak otworzył usta i zadał mi zaskakujące pytanie.
- A więc Lily, czy zostaniesz moją...
*****
No i jak podobało się?
Przepraszam, że tyle czasu musieliście czekać!
Na prawdę przepraszam!
Następny rozdział będzie punktualnie ♥
środa, 12 marca 2014
Rozdział I - Właściwa słodycz..
Siedziałam na swoim miejscu. Profesor prowadził wykład. Co jakiś czas notowałam wybrane informacje do mojego zeszytu w kropki. Miałam na sobie bladoróżową koszulę włożoną do rozkloszowanej szarej spódnicy i jasno różowe niskie koturny. Rozpuszczone ciemne włosy opadały mi na plecy. Nie miałam ochoty tu siedzieć. Do pomieszczenia wpadały promienie słońca. Chciałam już zakończyć mój pierwszy dzień studiów. Zwłaszcza, że był to piątek, a według regulaminu z którym się zapoznałam soboty i niedziele będą dniami wolnymi. Ponownie zanotowałam kilka zdań w swoim zeszyciku. Rozejrzałam się po sali. 2/3 osób miało widocznego mocnego kaca. Ohh.. współczuję, ale nikt nie kazał im wczoraj tak ostro imprezować. Ponownie zanotowałam kilka zdań. Tak mijały kolejne minuty. Nagle usłyszałam wyczekiwane przeze mnie słowa profesora Henders'a
- Jest 12:15, a więc koniec mojego wykładu. Następny rozpocznie się za 45 minut. Macie czas wolny. - powiedział zmęczony głosem i napił się łyk kawy.
*
Wszyscy wstali w tym samym momencie i wręcz rzucili się do wyjścia
No cóż.. to są dorośli ludzie. Boję się jakie było ich zachowanie kiedy byli młodsi.
Ja również po chwili wstałam, chwyciłam swoją białą torbę i ruszyłam wolnym krokiem do wyjścia. Wszyscy już wybiegli na dziedziniec i siedzieli na trawie, pod drzewami lub na schodach. Tak bardzo typowe. Poczułam ochotę na coś słodkiego. Zaczęłam się zastanawiać czy w okolicy nie ma jakiegoś sklepu lub cukierni. Wyszłam z terenu uczelni i ruszyłam ulicą. Poszukiwałam wzrokiem jakiegokolwiek sklepu.
- Aha! - wykrzyknęłam kiedy mój wzrok trafił na budynek z napisem 'Candy' - To musi być cukiernia - powiedziałam do siebie
Ruszyłam nieco szybszym krokiem. Doskwierał mi 'cukrowy głód'. W końcu stanęłam przed drzwiami cukierni i je lekko pchnęłam. Usłyszałam dźwięk dzwonków. Przy ladzie stało dwóch chłopaków. Jeden z nich był wysokim brunetem z zielonymi oczami, a drugi - nieco niższy od pierwszego - był blondynem z błękitnymi oczami. Brunet powiedział coś do blondyna i ruszył na zaplecze sklepu.Chciałam zamknąć za sobą drzwi jak najciszej.. niestety puściłam je zbyt szybko i dzwonki donośnie zadzwoniły. W tamtym momencie wzrok blondyna skierował się na mnie.
- Omm.. Dzień dobry - powiedział nieśmiało się uśmiechając
- Dzień dobry - odparłam odwzajemniając uśmiech
Podeszłam bliżej lady
- Chciałabyś coś kupić? - zapytał uprzejmie blondyn, i na chwilę się zatrzymał - Jezu! Gdzie moje maniery! - wykrzyknął, a po chwili dodał - Jestem Niall, a ty? - wyciągnął dłoń w moją stronę
- Lily - odparłam zaskoczona i uścisnęłam jego dłoń
- No więc Lily. Czy chciałabyś coś kupić? - zapytał ponownie Niall
Spojrzałam na półki. Znajdowały się tam różne rodzaje ciast, ciasteczek, babeczek, wafelków i tym podobnych
- Nie wiem co wybrać - odparłam zawstydzona
Niall spojrzał się na mnie i ponownie uśmiechnął. Na chwilę się obrócił. Podszedł do półki z babeczkami i chwycił czekoladową z różową polewą oraz ozdobioną gwiazdeczkami. Wrócił do lady.
- Myślę, że to właściwa słodycz dla tak pięknej dziewczyny jak ty Lily - powiedział podając mi w dłonie babeczkę. Pierwszy komplement w życiu.
- Ohh.. - zarumieniłam się
Spojrzałam na babeczkę. Była urocza. Uwielbiałam gwiazdki i czekoladę... skąd on to wiedział? Uśmiechnęłam się.
- Podoba się? - spytał słodko blondyn
- Jest śliczna! - odparłam
- Ty też - powiedział cicho Niall
W końcu podniosłam głowę i przestałam podziwiać babeczkę. Spojrzałam na Nialla... Czy on powiedział mi już drugi komplement? Zarumieniłam się. Nagle spostrzegłam zegarek za głową blondyna. Była 12:50.
- Niall, przepraszam ale ja już muszę iść! - wykrzyknęłam
Blondyn spojrzał zaskoczony na mnie a ja ruszyłam w kierunku drzwi. W pewnej chwili zrozumiałam że jeszcze nie zapłaciłam. Stanęłam i obróciłam się w stronę lady.
- Prawie zapomniałam! Ile płace? - spytałam zawstydzona
- Nic, taki drobny prezent - powiedział z uśmiechem Niall
- Na pewno? - spytałam zaskoczona
- Tak - odparł blondyn
Ponownie ruszyłam w kierunku drzwi. Kiedy już je otwierałam usłyszałam za sobą głos blondyna
- Wpadnij tu jeszcze kiedyś
Obróciłam głowę i leciutko kiwnęłam głową.
*
Włożyłam babeczkę do torby. Ruszyłam szybkim krokiem na uczelnię. Był to ogromny budynek w którym można było się z łatwością zgubić. W środku znajdowało się wiele sal wykładowych, potężna biblioteka i inne pomieszczenia. Przy wyjściu umieszczone były szerokie schody na których przesiadywało sporo studentów podczas przerw. Na placu przed budynkiem umieszczone były ławeczki. Dalej poprowadzona była ścieżka do bramy przez którą właśnie przechodziłam. Po obu stronach rosły drzewa pod którymi również siedzieli uczniowie. Zauważyłam nawet całującą się parę. Odwróciłam głowę. Nigdy się nie całowałam ani nie miałam chłopaka. Nie miałam też znajomych bo cały czas siedziałam w domu ucząc się. Przyjaciółki zastępowała mi moja starsza o rok siostra - Laura - która niestety rok temu wyjechała na studia humanistyczne do Stanów zostawiając mnie samą.
Przez moje zamyślenie nie zauważyłam że dotarłam już do sali w której odbywał się wykład profesor Collins. Wybrałam sobie miejsce mniej więcej w połowie wysokości. Odłożyłam swoją torbę i usiadłam. Wyjęłam różowy zeszyt oraz czarne pióro i położyłam je przed sobą. Większość uczniów siedziała już na swoich miejscach kiedy do sali weszła młoda kobieta, około 30 lat z włosami związanymi w kok, ubrana w czarną ołówkową spódnice do kolan, czarne szpilki i bladą beżową koszulę. Przyciągnęła uwagę większości osobników płci męskiej na sali. Zaczęła wykład na temat anatomii człowieka, konkretnie dzisiaj przerabialiśmy dokładną budowę żołądka. Poinformowała nas że już niedługo odbędziemy praktyczne zajęcia na ten temat. Przez głowę przemknął mi widok ludzkiej wątroby. Brr... Odpędziłam od siebie tą myśl i skupiłam się ponownie na wykładzie. Mijały minuty. Spojrzałam na zegarek umieszczony z tyłu sali. 16:00. Czyli jeszcze tylko 30 minut i koniec pierwszego dnia! Uśmiechnęłam się zadowolona.
- Z tego wykładu za tydzień egzamin - powiedziała ostrym tonem pani profesor, przez co cała sala spochmurniała. Łącznie ze mną. Przecież dzisiaj był dopiero pierwszy dzień! Rozumiem, że to studia ale jak dla mnie to lekka przesada.
*
W końcu wykład się skończył. Wstałam i odetchnęłam zadowolona. Poprawiłam swoje włosy i wyszłam z sali, a następnie uniwersytetu i ruszyłam w kierunku parku. Miałam ochotę pospacerować wśród zieleni. Zaburczało mi w brzuchu. Faktycznie! Nie jadłam nic od 8 rano! Przypomniało mi się, że w torbie mam babeczkę. Szybko ją wyjęłam i ugryzłam kawałek. Była nadziana kremem waniliowym. Prawda.. to była właściwa słodycz uśmiechnęłam się do siebie i przekroczyłam bramę parku.
*
Szłam lekko podskakując po ścieżce. Wiał lekki wiatr. Pogoda była idealna mimo, że była już jesień czułam jeszcze nutkę lata. Nie zauważyłam nawet, że już skończyłam swój smakołyk. Byłam wciąż głodna ale już nie tak bardzo jak wcześniej. Pomyślałam aby zawrócić więc obróciłam się na pięcie i zderzyłam z kimś.
- Auć - zajęczałam
Spojrzałam w górę. Wpatrywał się we mnie blondyn z cukierni. Tak - Niall. Zarumienił się.
- Przepraszam - powiedział szybko
- Nic się nie stało - zaśmiałam się
- Babeczka smakowała? - spytał się uśmiechając coraz szerzej
- Tak.. była pyszna - odparłam, a po chwili zaburczało mi w brzuchu. Zrobiłam się czerwona na twarzy - wiedziałam to
- Niech zgadnę.. panienka jest wciąż głodna? - zapytał
Kiwnęłam głową
- Czy panienka Lily pozwoli, że zabiorę ją na kolację? - spytał się z szerokim uśmiechem
- Oczywiście - odparłam rumieniąc się coraz bardziej
*
Szliśmy powoli obok siebie. Niall prowadził mnie znaną tylko mu drogą. W końcu dotarliśmy przed budynek z napisem 'Pancake' zaśmiałam się przez co zwróciłam na siebie uwagę blondyna. Spojrzał się na mnie ze zdziwieniem.
- Będziemy jedli naleśniki? - spytałam się wyprzedzając jego pytanie
- Jeśli zechcesz - odparł śmiejąc się
- Z chęcią - powiedziałam
Niall uchylił przede mną drzwi i wpuścił mnie jako pierwszą. Wszedł za mną i zamknął delikatnie drzwi. Wszystko było w beżach. Ściany, stoliki... przy oknach umocowane były białe zasłony.
- Jejciu - wyszeptałam
- Podoba ci się takie miejsce? - spytał patrzac się prosto na mnie
- Tak... - odparłam - skąd wiedziałeś że mi się tu spodoba?
- Wyglądasz jak słodka panienka z lat 50/60 - zaśmiał się - takie miejsce idealnie do ciebie pasuje
Nie wiedziałam czy uznać to za komplement więc nie odpowiedziałam tylko dałam się odprowadzić blondynowi do wybranego stolika. Odsunął przede mną krzesło i poprosił żebym usiadła. Następnie sam zajął miejsce po drugiej stronie stolika. Podał mi menu i wziął jedno dla siebie. Zerknęłam na nie i zaczęłam zastanawiać się co zamówić. Rzeczywiście można tu było zamówić w większości różnego rodzaju naleśniki, ale i desery oraz wiele kaw i herbat. Uśmiechnęłam się lekko. Skąd ten chłopak wiedział co lubię? Usłyszałam obok siebie tupot czyjejś stopy. Uniosłam głowę. Przy naszym stoliku stał kelner. Miał brązowe włosy i niebieskie oczy. Obdarzył nas idealnym uśmiechem.
- Czy mogę już przyjąć zamówienie? - spytał się, miał przyjemny melodyjny głos
Blondyn spojrzał się na mnie pytająco. Kiwnęłam głową na znak, że jestem gotowa złożyć zamówienie.
- Panie pierwsze - powiedział brunet
- No więc.. Poproszę naleśniki z dżemem brzoskwiniowym i 2 gałkami lodów czekoladowych oraz zwykłą kawę. - odparłam
Brunet wszystko zanotował, a po chwili spojrzał się na Niall'a
- Hmm.. Louis mógłbym prosić o naleśniki z dżemem truskawkowym i bitą śmietaną, a do tego również zwykłą kawę tak jak Lily? - skinął w moim kierunku i serdecznie się uśmiechnął
- Jasne! Za kilka minut dostaniecie swoje zamówienie - powiedział i odszedł
Więc ten chłopak miał na imię Louis? Urocze imię. Zaśmiałam się cicho. Poczułam na sobie spojrzenie Niall'a. Odwróciłam głowę w jego stronę. Przyglądał mi się z zaciekawieniem.
- Hmm.. Lily? - powiedział pytającym tonem
- Tak? - spytałam się
- Jak się nazywasz? - powiedział delikatnie
- Lily Brown, a ty? - powiedziałam
- Niall Horan - odparł uśmiechając się - Co cię przywiało do Newcastle? I właściwie to skąd jesteś? - zaczął się dopytywać
- Pochodzę z Luton. Udało mi się dostać na tutejszy uniwersytet. Od dzisiaj tu studiuję na wydziale medycyny - odparłam
- Wow! To jedna z najlepszych szkół w Zjednoczonym Królestwie! Gratuluję! I do tego jeszcze tak trudny kierunek! - powiedział patrząc się na mnie z podziwem
- A ty tu mieszkasz od zawsze czy.. - zaczęłam zdanie
- Przyjechałem tu rok temu z Irlandii za namową kolegi na wakacje alby pozwiedzać miasto.. I zostałem - przerwał - Pracuję w tutejszej cukierni i kształce się na cukiernika - dokończył
- To uroczy zawód - odparłam wpatrzona w chłopaka
- I bardzo przydatny - powiedział - dzięki niemu można poznać tak ciekawe osoby jak ty Lily
Uśmiechał się coraz szerzej. Za to ja byłam coraz bardziej czerwona.
W końcu usłyszałam obok siebie szuranie butów Louis'a. Postawił przed nami nasze zamówienia i odszedł życząc smacznego.
Chwyciłam nóż oraz widelec i zaczęłam zajadać swojego naleśnika co jakiś czas popijając kawę. Spojrzałam w górę. Oczy blondyna były utkwione we mnie i skanowały każdą część mojego ciała. Posłałam chłopakowi zdziwione spojrzenie pod którego wpływem zdjął swój wzrok ze mnie i zaczął jeść swój posiłek.
*
Kiedy skończyliśmy jeść podszedł do nas Louis z rachunkiem za który mimo moich sprzeciwów Niall zapłacił w całości. Jaki normalny chłopak płaci za prawie całkowicie obcą dziewczynę na pierwszym spotkaniu? Przecież taki gatunek już chyba wyginął. Zaczęłam się nad tym zastanawiać.
Niestety moje rozmyślenia przerwał głos blondyna proponujący, że odprowadzi mnie do akademika. Zgodziłam się. Oboje wstaliśmy z krzeseł. Niall pożegnał się z Louis'em szybkim 'Cześć'. Ja tylko kiwnęłam głową i wyszliśmy przed budynek. Zauważyłam, że słońce już prawie całkowicie zaszło i zrobiło się ciemno. Poczułam się niepewnie idąc pustym parkiem z prawie kompletnie obcym chłopakiem. Dodatkowo było coraz zimniej więc zaczęłam się trząść. Niall zauważył to. Zdjął z siebie swoją skórzaną kurtkę i nałożył ją na moje plecy. Trochę obawiałam się o chłopaka bo pod kurtką miał tylko lekką białą koszulę.
- Nie martw się, nie zmarznę - powiedział i po chwili przyglądania się mi dodał - Nic ci nie zrobię
Byłam zaskoczona. Skąd on znał wszystkie moje uczucia?
*
Szliśmy milcząc. Jednak nie była to krępująca cisza. W końcu dotarliśmy pod bramę mojego akademika.
- Wpadniesz jutro do mnie do cukierni? - spytał się z nadzieją w głosie
- Umm.. Mam wolne więc czemu nie - odpowiedziałam
Blondyn uśmiechnął się szeroko.
- Na mnie już czas! Dobranoc - powiedział, pocałował mnie w policzek i odszedł zostawiając zaskoczoną.
-------------------------------
No cóż.. Jest już pierwszy rozdział!
Mam nadzieję, że wam się podoba :)
A teraz ogłoszenia parafialne:
1. Rozdziały będą pojawiały się raz w tygodniu w weekend
2. W zakładce informowani możecie wpisywać swoje username z tt/e-maile
3. Zapraszam do komentowania i wyrażania swoich opini
Kocham was xx
Do następnego rozdziału c: